< Wstecz

Anonimowe źródła, wojna i dwie rakiety w Przewodowie – analiza fake newsów

for. PAP/Wojtek Jargiło
for. PAP/Wojtek Jargiło

Uderzenie rakiety pod Hrubieszowem zaowocowało niebezpiecznym szumem informacyjnym. Sytuacja ta dowiodła, że korzystanie z fałszywych źródeł, powielanie fake newsów, a także ferowanie opinii opartych na nich, wzbudza lęk społeczny i szkodzi bezpieczeństwu państwa szczególnie w momentach krytycznych.

Według narzędzia Google Trends, po spowodowanym uderzeniem rakiety wybuchu w Przewodowie i śmierci dwóch osób fraza „Russian attack” była najczęściej wyszukiwaną w globalnej sieci od marca tego roku, czyli początku wojny. Jeszcze większe wrażenie robi analiza wyszukiwania tej frazy w języku polskim („rosyjski atak”), która nigdy nie była tak często wyszukiwana, a nawet w momencie wybuchu wojny na Ukrainie wpisywano ją w wyszukiwarkę – mniej więcej – trzykrotnie rzadziej. Obrazuje to dobrze poziom niepokoju wywołany szumem informacyjnym oraz fake newsami w tej i tak trudnej przecież sytuacji.

Śledztwo w sprawie wybuchu w Przewodowie trwa. Wedle najbardziej prawdopodobnej  i najczęściej w tym momencie przedstawianej wersji, nie doszło do celowego ataku na Polskę, a przypadkowego uderzenia zabłąkanego pocisku ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Niektóre media nie czekały jednak na oficjalne komunikaty w tej sprawie i rozpowszechniały niesprawdzone informacje o „rosyjskich rakietach”, niepotrzebnie potęgując poczucie zagrożenia, wspierając rosyjskie przekazy propagandowe, a także stwarzając zwiększone rzeczywiste zagrożenie zaognieniem się sytuacji. 

Charakterystyczne jest to, że sprawa nie dotyczy tylko mediów polskich, ale także amerykańskiej agencji informacyjnej Associated Press, co pokazuje, że fake news w naszych czasach nie ma narodowości i potrafi dosięgać największych, najpoważniejszych mediów. 


Wojna według „nieoficjalnych źródeł”
15 listopada przed godz. 18:00 Radio Lublin1  jako pierwsze podało wiadomość o eksplozji w Przewodowie, w którym zginęły dwie osoby i poinformowało, że do zdarzenia doszło na terenie suszarni zbóż około godziny 15.40.
Po godz. 18:00 PAP opublikował depeszę, z której wynikało, że premier Morawiecki zwołał w trybie pilnym Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych. Nie było jednak oficjalnego potwierdzenia, czy wybuch w Przewodowie ma z tą decyzją coś wspólnego. Tylko tyle można było wówczas ustalić w oparciu o wiarygodne źródła. 
Tymczasem w Internecie błyskawicznie zaczęły się pojawiać spekulacje wywołujące wrażenie, że Polska padła ofiarą ataku, a także, że rozpoczynają się działania, które sprawią, że być może będzie musiała przystąpić do wojny. O 18:28 dziennikarz Radia Zet Mateusz Gierszewski opublikował na Twitterze2 następujący wpis: „Nieoficjalnie - w miejscowości Przewodów w województwie lubelskim przy granicy z Ukrainą spadły dwie zabłąkane rakiety. Uderzyły w suszarnie zboża. Zginęły dwie osoby. Na miejscu jest policja, prokuratura i wojsko”. Kilka minut później, także na Twitterze3, Gierszewski napisał, że według nieoficjalnych informacji „z lotniska pod Tomaszowem Lubelskim poderwano wojskowe samoloty”.  
Tę niesprawdzoną informację powtórzyły bezkrytycznie inne środki przekazu (a także liczni użytkownicy mediów społecznościowych). Można ją było przeczytać jeszcze 17 listopada na portalu komercyjnej Telewizji Śląskiej4.

Wciąż nie wiadomo, kto był nieoficjalnym źródłem tego fake newsa, ale jedno jest pewne: w Tomaszowie Lubelskim nie ma lotniska wojskowego ani jakiegokolwiek innego. Nie poderwano także wtedy samolotów wojskowych, co FakeHunter5 zweryfikował 17 listopada.

Tego typu fake newsy potęgowały wrażenie, że trwają jakieś zakulisowe przygotowania do wojny. Jeszcze 16 listopada @SitdamDamian6 pisał, że PiS pójdzie na wojnę „jeśli to rosyjska rakieta/…/”.
Pojawiły się też nieprawdziwe informacje na temat ewakuacji mieszkańców Hrubieszowa, rozpowszechniane m.in. na Twitterze7 (zweryfikowane przez Fake Huntera 16 listopada).
Przekaz dotyczący tego, że rakieta, która uderzyła w Polskę została wystrzelona przez Rosjan został umiędzynarodowiony i uwiarygodniony za sprawą tweeta wspomnianej amerykańskiej agencji Associated Press mówiącego o tym i powołującego się na anonimowe źródło.  

Mimo zastrzeżenia, że rzecznik polskiego rządu nie potwierdził tej informacji, fake news AP rozlał się po innych mediach. Powtórzył go niemal natychmiast Reuters. Choć AP po kilku godzinach skorygowała swój błąd8 (za który później zapłacił zwolnieniem dziennikarz tej redakcji) i ostrzegła o tym inne media, CBS Evening News9 i FOX News jeszcze nocą polskiego czasu informowały o uderzeniu rosyjskich rakiet w Polskę. 

Podobne fake newsy pojawiały się w tym czasie w polskich mediach. Dziennikarz Marcin Wyrwał zamieścił na Twitterze wpis10 potwierdzający wybuch rosyjskich rakiet. Z załączonego do tweeta tekstu z portalu onet.pl wynikało, że wiadomość ta pochodzi z anonimowego źródła w Polsce. Onet podał także, iż o rosyjskich rakietach, powołując się na anonimowe źródło w amerykańskim wywiadzie, napisała wspomniana amerykańska agencja prasowa AP11. Dość dobrze pokazuje to spiralę uwiarygodniania się mediów duplikujących za sobą fake newsy poprzez wzajemne cytowanie się.   
Równocześnie w polskich środkach przekazu zaczęła być nagłaśniana w podobny sposób teza o nieprzygotowaniu polskiej obrony przeciwlotniczej (OPL). O godz. 21:51 Marcin Wyrwał, dziennikarz portalu onet.pl, opublikował tweeta12 (7255 polubień), w którym napisał, nie odwołując się do żadnej ekspertyzy, że polska obrona przeciwlotnicza oblała test na całej linii. Podobne stwierdzenia rozlały się szybko po mediach. Nawet materiały, które nie nagłaśniały fake newsów, a tylko krytycznie oceniały stan OPL, pojawiając się w polskiej sieci w kontekście Przewodowa (jak choćby ten z Newsweeka pt. „Błaszczak mówi, że polskie niebo jest bezpieczne. Nie jest i droga do tego jest daleka”) wzmacniały narrację Kremla o słabej Polsce niezdolnej do obrony, a zarazem wzmacniały poczucie zagrożenia w Polsce. Charakterystyczny dla tych informacji jest brak odniesienia do tego, jak – zdaniem piszących – powinna wyglądać skuteczność OPL, uwzględniając, że pocisk przed upadkiem przemierzył nad naszym terytorium zaledwie kilka kilometrów. 
Na uwagę zasługuje też kwestia rzekomych dwóch rakiet, które miały uderzyć w Polskę, co w oczywisty sposób zmniejszało prawdopodobieństwo przypadkowego uderzenia. Fake news o dwóch rakietach wpasowywał się w rozprzestrzeniające się informacji o rzekomych planach ataku na infrastrukturę energetyczną. Celem Rosjan miała być kluczowa linia prowadząca na Ukrainę. Rosnące poczucie zagrożenia Polaków podsycały tytuły takie jak „Przewodów dzieli 4-5 km od jedynej linii energetycznej łączącej Polskę z Ukrainą” (Gazeta.pl), „Rakiety spadły niedaleko polsko-ukraińskiego mostu energetycznego” (Bussiness Insider). Pojawiły się także fake newsy o faktycznym zniszczeniu tej linii. Jedna z publikacji zawierających doniesienia o tym również była przedmiotem weryfikacji przeprowadzonej przez zespół Fake Hunter13.

Innym aspektem dezinformacyjnego szumu wokół eksplozji w Przewodowie była reakcja części profili ukraińskich, także tych mających duże zasięgi. Nie zachowały się one powściągliwie i nie tylko powtarzały niezweryfikowane informacje o rosyjskim ostrzale, ale posunęły się do swego rodzaju „szantażu” publikując np. tweety o takiej treści: „Polacy wybierają dziś między wstydem a wojną. Ale nawet jeśli wybiorą wstyd, wojna z pewnością zapuka do ich drzwi. Udowodnione przez historię. #Polska może wygrać tylko walcząc razem z #Ukraina przeciwko Rosji. Wszystkie inne opcje skończą się zniszczeniem Polski”. 
Sam prezydent Zełenski, już kilka godzin po tym, jak informacja o wybuchu pojawiła się w mediach, powiedział, że na Polskę uderzyły rosyjskie rakiety, a w kolejnych wystąpieniach zapewniał, że Kijów ma na to dowody. 


Studzenie paniki
Charakterystyczne jest odrzucenie czy ignorowanie przez część mediów oficjalnych komunikatów i oparcie się na anonimowych źródłach. Tymczasem kolejne oficjalne informacje na temat eksplozji w Przewodowie pojawiły się wieczorem. O godz. 19:05 PAP opublikował depeszę o spotkaniu w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Rzecznik rządu Piotr Mueller zaapelował przy okazji, żeby nie publikować niepotwierdzonych informacji. W Internecie pojawiało się już wówczas już coraz więcej spekulacji na temat uderzenia rosyjskich rakiet jako przyczyny eksplozji. Mnożyły się też wpisy o nieuchronności uruchomienia art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego o wzajemnej pomocy.

Po 20:00 polskiego czasu emocje próbował studzić gen. Patrick Ryder14, rzecznik Pentagonu, który na pytanie o przyczyny wybuchu w Przewodowie odpowiedział, że „Pentagon nie dysponuje na razie informacjami, które potwierdzałyby uderzenie rosyjskich rakiet w Polsce”.

Medialne spekulacje przerwał przebywający na szczycie G20 na Bali prezydent Biden. Nad ranem polskiego czasu amerykański prezydent powiedział, że z punktu widzenia trajektorii lotu, „to mało prawdopodobne, że rakieta, która spadła na Polskę została wystrzelona z Rosji”. Kilka godzin po prezydencie USA głos zabrał prezydent Duda, który stwierdził, że doszło najprawdopodobniej do nieszczęśliwego wypadku i że „jest wysokie prawdopodobieństwo, że była to rakieta ukraińskiej obrony”.

Po wybuchu pojawiały się głosy i opinie, że można było uniknąć przynajmniej części spekulacji i dezinformacji, gdyby polskie władze zdecydowały się na obranie szybkiej ścieżki informacyjnej i, bazując na danych wywiadowczych oraz wojskowych uzyskanych od sojuszników, informowały o tym, co wiedzą. Trzeba jednak podkreślić, iż sojusznicy nie śpieszyli się z wydaniem oficjalnego komunikatu. 15 listopada po godz. 21 polskiego czasu, Departament Stanu USA zastrzegał jeszcze, że Amerykanie nie mają pełnych informacji na temat wydarzeń w Przewodowie i odmówił spekulacji na ten temat.  

Polska funkcjonuje w rzeczywistości sojuszniczej i, nawet jeśli kanały konsultacyjne są „drożne”, uzgodnienie strategii działań w tak ważnej sprawie sojuszu składającego się z 30 państw wymaga czasochłonnych konsultacji. Po nich (pierwsza rozmowa z prezydentem Bidenem odbyła się wieczorem 15.11, zaś konsultacje członków NATO przy okazji szczytu na Bali następnego dnia), wydano jednoznaczne stanowisko, zgodnie z którym nie było intencjonalnego ataku na Polskę. Wedle oceny magazynu „Politico”15, Warszawa wykazała się w sprawie Przewodowa stoickim wręcz spokojem i powściągliwością. Części mediów jej niestety zabrakło.


Prezenty dla Kremla
Brak ostrożności czy odpowiedzialności części mediów ułatwił działanie kremlowskim ośrodkom propagandowym. Mogły nagłaśniać przekaz o tym, że nieobliczalna Polska chce przystąpić do wojny. Portale interfax.ru16 i ria.ru już wieczorem 15 listopada podały, że – według rosyjskiego ministerstwa obrony – informacja o rakietach jest polską „celową prowokacją w celu eskalacji sytuacji”.

Równocześnie, poprzez socjotechniczny zabieg wyolbrzymiania znaczenia zdarzenia w Przewodowie, rosyjska propaganda starała się przedstawić polski rząd, jako nie radzący sobie z tym zdarzeniem, słabe ogniwo sojuszu. Niektóre nieprzemyślane teksty i wpisy na Twitterze, np. ten o oblanym „na całej linii” przez polską obronę przeciwlotniczą teście, współbrzmiały więc z rosyjską narracją o nieudolności Warszawy w obliczu zagrożenia. 

Kremlowska propaganda starała się też, jak zwykle, wykorzystać profile sprzyjających jej polskich internautów i rozpowszechniała w sieci narrację o tym, że Ukraińskie Siły Zbrojne specjalnie wycelowały w Polskę rakietę, aby wciągnąć kraj NATO do wojny, co w założeniu miało zapewne służyć dzieleniu Polaków i Ukraińców. 

Trzeba podkreślić, że rozpowszechnianie fake newsów w sprawie Przewodowa nie dotyczy całego obszaru medialnego i bardzo duża część krajowych oraz zagranicznych mediów (jak i innych uczestników życia publicznego) zdecydowała się zachować wstrzemięźliwość, a także czekać na oficjalne komunikaty. 
Jednak te fake newsy, które się pojawiały, szczególnie pochodzące z wiarygodnych źródeł, jak od profesjonalnych dziennikarzy, czy tym bardziej jednej z najważniejszych agencji prasowych, zyskały gigantyczny zasięg. Było to w oczywisty sposób związane z napiętą sytuacją i niepokojem związanym z możliwością potencjalnego ataku i rozszerzenia się rosyjskiej agresji poza terytorium Ukrainy. Pokazuje to, że w sytuacjach krytycznych szkodliwa siła fake newsa jest zwielokrotniona.