< Back

Podskórny obieg – rosyjska propaganda na terytorium Ukrainy

Czeski ochotnik Jan „Santa” Trčka i jego koledzy to grupa często demonizowana przez rosyjską dezinformację. Fot: Wiktor Świetlik
Czeski ochotnik Jan „Santa” Trčka i jego koledzy to grupa często demonizowana przez rosyjską dezinformację. Fot: Wiktor Świetlik

Wraz z coraz bardziej umiejętnym odcinaniem dostępu do rosyjskich kanałów, intensywną promocją języka ukraińskiego, rozbudową centrów do walki z dezinformacją, a także toczącą się wojną i związanymi z nią emocjami, wydaje się, że Rosjanie mają coraz większy problem z osiąganiem swoich celów propagandowych na terenie Ukrainy. Jednak ich sojusznikami wciąż pozostają są media społecznościowe, a do tego zmęczenie wojną oraz rosyjska Cerkiew.

Kremlowska propaganda nadal dociera do Ukraińców przede wszystkim poprzez sieci społecznościowe. Szczególną rolę odgrywają tu komunikatory, na czele z Telegramem. Rosjanie głównie skupiają się na rozpalaniu ukraińskich konfliktów wewnętrznych. A wrażliwych tematów jest wiele – wojna, śmierć, zaginieni, gospodarka, opłaty komunalne, mobilizacja. Rosjanie wykorzystują cały wachlarz środków i treści: od botów, sieci społecznościowych po strony internetowe udające inne media oraz podrobione okładki zagranicznych magazynów. Największym problemem jest jednak to, że potrafią produkować fejki znacznie szybciej niż trwa proces ich demaskowania, zanim zaczną żyć swoim życiem medialnym.

Wróg w okopach

Czy rosyjska propaganda jest obecna na pierwszej linii frontu wśród walczących żołnierzy? Bezpośredni uczestnicy walk, żołnierze Międzynarodowego Legionu Sił Zbrojnych Ukrainy uważają, że w ich formacji jej wpływ jest bardzo ograniczony. Piotr Mitkiewicz, polski ochotnik walczący od wiosny 2022 roku, zwraca uwagę na to, że żołnierze z jego formacji przyjmują z reguły wpajaną im zasadę skupiania się na bieżących zadaniach. Przez to nie oglądają się na ogólną sytuację na froncie, nie dekoncentrują ich dylematy związane ze sprzecznymi komunikatami dotyczącymi sytuacji geopolitycznej lub odległych wydarzeń.

Jednak Jan „Santa” Trčka, czeski ochotnik z Brna, który na froncie znalazł się już w marcu 2022 roku z działaniem rosyjskiej dezinformacji zetknął się na samym początku konfliktu. Podczas skutecznego rosyjskiego ataku na poligon w Jaworowie 13 marca 2022 roku on i jego grupa znajdował się w pobliżu. Z pierwszych informacji wynikało, że Rosjanie praktycznie wyeliminowali cudzoziemski kontyngent, zabijając ponad 180 zagranicznych żołnierzy. Informacja ta była rozpowszechniana przez niektóre zachodniojęzyczne media; pojawiła się także w Polsce. Ostatecznie efekty ataku okazały się dużo skromniejsze, choć faktycznie Rosjanom udało się – wedle podawanych później danych – zabić 35 żołnierzy (oraz około 25 cywilów). Polegli, jak wynika z relacji (szczegółowe dane nie są ujawniane), byli przede wszystkim żołnierzami ukraińskich sił zbrojnych, a formowanie legionu cudzoziemskiego nie zostało przerwane.

Rosyjska propaganda do okopów, w których walczą ukraińscy żołnierze, trafia z reguły zwrotnie, jako odbicie przekazu trafiającego do ich rodzin i znajomych, z którymi kontaktują się wojskowi. Jej główne tezy – w wersji na Ukrainę – są dziś przede wszystkim takie, że wszyscy mają dość wojny, mogłaby się dawno skończyć, gdyby nie politycy. Do tego dochodzi stara broń propagandowa – defetyzm: dalszy postęp ukraińskich działań jest niemożliwy, Zachód (w tym Polska) odwraca się od Ukrainy, społeczeństwo amerykańskie ma dość wspierania Kijowa. Narracje o „wyzwalaniu”, walce z faszyzmem, historycznych racjach Rosji zostały bardzo, w odniesieniu do ukraińskiego odbiorcy, w tym żołnierzy, zredukowane. W obliczu tego, co się wydarzyło, przede wszystkim bombardowania ukraińskich miast, były kontrskuteczne.    

 
Ukraina zanurzona w „ruskim mirze”

Kraj ten, do aneksji Krymu i oderwania Donbasu w 2014 r., w swojej wschodniej i środkowej części był właściwie integralnym uczestnikiem „ruskiego miru”. Chodzi o osobliwą, rozmytą mieszankę rosyjskich wpływów kulturowych, politycznych i religijnych. Ich nośnikiem były rosyjskie media tradycyjne i elektroniczne, które bez problemu odbierano na całej Ukrainie.

Rosyjska wojna informacyjna na pełną skalę zaczęła się w czasie ukraińskiego Majdanu pod koniec 2013 r. i wtedy Rosjanie wykorzystali swoje wpływy. Po pierwsze w celu nastawienia swojego społeczeństwa przeciw Ukraińcom, a po wtóre – osłabienia lojalności mieszkańców obszarów, które zamierzali zaanektować wobec ich własnego kraju. Mieli przy tym ułatwione zadanie. Ukraina wschodnia była prawie całkowicie rosyjskojęzyczna. W centralnej części Ukrainy, w tym w Kijowie, również dominował język rosyjski. Ponadto obie nacje łączyła specyficzna sowiecka i postsowiecka kultura – zespół symboli, odniesień historycznych czy nawet kultura popularna. Rosyjska telewizja była powszechnie oglądana.

Z biegiem czasu okazało się, że zależne od Kremla kanały zaczęły pomiędzy atrakcyjne programy rozrywkowe i filmy wplatać agresywne programy informacyjne i publicystyczne, oddziałujące również na Ukraińców.

Odciąć rosyjską telewizję

Łatwość, z jaką Rosjanie opanowali tereny wschodu i południa Ukrainy sprawiła, że władze w Kijowie i społeczeństwo obywatelskie zajęły się na poważnie kwestią wojny informacyjnej.

Ukraina próbowała odłączyć niektóre rosyjskie programy telewizyjne już w 2008 r. w czasie prezydentury zorientowanego prozachodnio Wiktora Juszczenki. Ostatecznie jednak porzucono te działania, czemu towarzyszyła kampania nacisków ze strony Rosji i prorosyjskich sił na Ukrainie.

Ostatecznie najważniejsze rosyjskie kanały zostały odłączone w kablówkach w połowie marca 2014 r. – po aneksji Krymu. Nie znaczy to wcale, że na tym polu wojny informacyjnej odniesiono definitywne zwycięstwo. Rosyjską telewizję wciąż mogą odbierać mieszkańcy terenów przygranicznych i okupowanych – a więc szczególnie wrażliwych ze względu na toczącą się wojnę.

W maju 2022 r. Ukraina odłączyła na swoim terytorium możliwość korzystania z jednej z najpopularniejszych na obszarze rosyjskojęzycznym sieci społecznościowej Vkontaktie oraz wyszukiwarki Yandex, które związane są z rosyjskimi władzami i brały aktywny udział w rozprzestrzenianiu kremlowskiej propagandy.

Trudna walka informacyjna na terenach przygranicznych

Efektywność rosyjskiej propagandy i dezinformacji na terenach okupowanych i przygranicznych relacjonuje szef Caritasu katolickiej diecezji charkowskiej ks. Wojciech Stasiewicz, który z racji swojego zajęcia odwiedza te tereny, utrzymując intensywne kontakty z miejscowymi. Jak przypomina, zarówno Charków, jak i tereny przygraniczne, są prawie w całości rosyjskojęzyczne, a mówiących po ukraińsku traktuje się jak obcych. W tym regionie wolniej postępuje również desowietyzacja przestrzeni publicznej.

Jego zdaniem na okupowanych terenach przygranicznych, które zostały wyzwolone, rosyjska propaganda działała i działa dalej. Co więcej, bywa ona na tyle skuteczna, że odsetek prorosyjskiej ludności miejscowo rośnie. Z obserwacji księdza Stasiewicza wynika, że winę za ciężki los mieszkańców Rosjanom udaje się skutecznie zrzucić na ukraińskie państwo. Wykorzystują oni np. fakt podwyżek opłat komunalnych. Celem Rosjan jest też podważenie autorytetu prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który w powszechnej opinii mieszkańców ukraińskiego wschodu nadal jest jednak „ich prezydentem”. Generalnie wzmacniane są nastroje antyzachodnie i sentymenty za czasami Wiktora Janukowicza, kiedy „było tak stabilnie”.

Słowa polskiego duchownego potwierdzają racjonalność polityki ukraińskiej dążącej do odcięcia dostępu społeczeństwa od rosyjskich kanałów propagandowych. Każdy obywatel mający kontakt z rosyjskimi mediami narażony jest na potężny wpływ rosyjskiej propagandy. Jak relacjonuje ksiądz Stasiewicz, jego rozmówcy opowiadali, że po kilku dniach spędzonych przed telewizorem pokazującym rosyjskie kanały TV, odruchowo zaczynali coraz bardziej wierzyć w przekazywane treści.

Rosyjska propaganda nie zawsze odnosi sukcesy. Media, które wkładają wiele wysiłku w obrzydzenie Ukraińcom Polski i Polaków, w ocenie polskiego duchownego, pod pewnymi względami są całkowicie nieskuteczne. Jak podkreśla Stasiewicz, spotyka się z wieloma oznakami wdzięczności za pomoc humanitarną oraz wsparcie militarne i polityczne okazane przez Polskę, przy braku negatywnych reakcji na jego narodowość.

Moskiewskie prawosławie

Kolejnym przejawem rosyjskiego wpływu kulturowego i światopoglądowego na terenie Charkowszczyzny jest dominacja Cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego. O ile na terenach znajdujących się pod kontrolą Kijowa, duchowni starają się nie dotykać kwestii politycznych, to na terenach zajętych przez rosyjską armię otwarcie demonstrują poparcie wobec polityki Kremla.

Problem nie ominął jednak Kijowa, gdzie od marca tego roku toczy się konflikt o przejęcie z rąk moskiewskiego patriarchatu Ławry Peczerskiej postrzeganej jako jedno z duchowych centrów prawosławia. Pod Ławrą dochodzi do konfrontacji nie chcących się wynieść z kolejnych świątyń zespołu klasztornego prawosławnych duchownych i ich obrońców, a przeciwnych im demonstrantów. Ci ostatni przekonują, że to ostatni prorosyjski bastion w Kijowie, wypominają kult rosyjskich carów i ciche, ale konsekwentne sprzyjanie Moskwie. Państwo ukraińskie dąży do przejęcia Ławry, jednak sam konflikt traktuje z dużą ostrożnością, także poprzez negocjacje z grupami demonstrantów.   

Terroryzm informacyjny

Dziś jednak główny front walki z dezinformacją to dla Kijowa social media.  Innowacyjne podejście do prowadzenia wojny informacyjnej prezentuje Andrij Szapowałow, p.o. dyrektora Centrum ds. przeciwdziałania dezinformacji przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy. Instytucję powołano już po rozpoczęciu rosyjskiej agresji. Jej szef, który pracował przedtem jako dyrektor ługańskiego oddziału telewizji publicznej, mówi, że podczas pracy w Donbasie dobrze poznał mechanizmy działania rosyjskiej propagandy.

Prowadzone przez niego centrum nie ma być ma być kolejnym ośrodkiem fact checkingu, lecz koncentrować się na wykrywaniu i analizie przypadków terroryzmu informacyjnego, który wiąże się przede wszystkim nie tyle z wypuszczaniem fejków, co z intencjonalnym wywoływaniem nieautentycznego ruchu w sieci. Analitycy ośrodka za pomocą algorytmów i sztucznej inteligencji monitorują online kilka tysięcy źródeł internetowych i starają się ujawniać takie przypadki.

Według niego realnym problemem nie jest realizowanie przez obywateli swojego prawa do wyrażania opinii – nawet fałszywych, lecz fakt rozdmuchiwania przez rosyjską propagandę wygodnych dla niej treści – czy to fejków, czy to wydarzeń prawdziwych, ale o marginalnym znaczeniu. Ośrodek, działając przy współpracy Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony ukraińskiego MSZ, stara się doprowadzić do wpisania w obowiązujące na Zachodzie normy prawne zakazu sponsorowania i generowania sztucznego ruchu w sieci, który ma celu dezinformację społeczeństwa i celowe wywołanie tragicznych skutków.

W obszarze zainteresowania centrum są także przypadki dokonywania zbrodni przez rosyjskich żołnierzy pod wpływem propagandy płynącej z ich mediów.

Rosyjska propaganda daje Rosjanom to, czego chcą

Jewhen Fedczenko ze społecznej organizacji StopFake.org również podkreśla, że po wybuchu wojny Rosjanie praktycznie zrezygnowali z uprawiania prorosyjskiej propagandy, skupiając się na podszywaniu pod ukraińskie źródła krytykujące władze i dowództwo wojskowe. Biorą też na celownik kraje wspierające Ukrainę, takie jak Polska czy USA. Starają się przy tym podkopać zaufanie dla organizacji pomagających armii, oskarżając je na przykład o kradzież zebranych środków, itp.

Głównym kanałem transmitowania rosyjskiej propagandy jest Telegram, w którym Rosjanie tworzą kanały podszywające się pod osoby zbliżone do władz, reprezentantów oddziałów wojskowych, itp. Czasem używają ukraińskiego języka.

Fedczenko, który na co dzień monitoruje kremlowski przekaz kierowany do Rosjan, podkreśla, że w jego opinii rosyjska propaganda wyglądająca dla ludzi Zachodu jak coś z gruntu nierealnego i absurdalnego odzwierciedla, jacy są Rosjanie i czego chcą. A ci, jego zdaniem, rzeczywiście pragną odrodzenia Związku Sowieckiego, czy szerzej – imperium. Uważają, że Polska oraz Ukraina powinny stać się rosyjskimi koloniami, natomiast kraje, które stoją na drodze do zrealizowania tego wielkiego celu należy zniszczyć.


Jakub Biernat, Wiktor Świetlik

Autorzy pragną podziękować Rafałowi Dzięciołowskiemu, prezesowi Fundacji Solidarności Międzynarodowej za okazaną pomoc podczas zbierania materiału do niniejszego raportu

11.08.2023

Footnotes: